- Misiaczku, tyle lat minęło...

- Zejdę zobaczyć, czy już przywieziono pani rzeczy.
Mało brakowało, by ją przekonał. Ten uśmiech, to uj¬mujące zdrobnienie jej imienia... A jednak nie mogła ulec pokusie. W Australii zdawało się jej, że chłopiec ma tylko ją, a tymczasem Henry i Mark potrzebowali się nawzajem - teraz wiedziała to z całą pewnością.
- Na pewno? - Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Nie, była wobec niego trochę niesprawiedliwa. Przecież od samego początku uprzedzał ją o konieczności posiadania jakiegoś eleganckiego stroju.
- Nie musisz myśleć o tym, na co ja miałbym ochotę - odparł. - Od jutra będziesz jadać sama, ja wracam do domu.
Róża znowu na małą chwilę stuliła płatki.
Łańcuchów - chciał mi wynagrodzić stratę i zaczął sprowadzać różne kwiaty i inne rośliny. Stąd mam ich teraz aż
- Wcale nie. Planowałem zamieszkać tu z Henrym, ale wszystko się zmieniło.
podejmie przerwany wątek. Zastanawiał się, co mogą oznaczać słowa, że Róża jest nie tylko kwiatem i że może być
kogoś przyjacielem?... To smutne, że nikt nie chce przyjaźnić się z kimś biednym, brzydkim czy słabszym od siebie.
Tammy podjęła decyzję.
Zauważył dziwny wyraz jej oczu. Czy mu się zdawało, czy czaił się w nich ból? Ale dlaczego?
- Aż trudno uwierzyć. Czyżby poszli już spać? - zdzi¬wił się, przeszukując kolejne pomieszczenia. - Może tu fa¬ktycznie wszyscy kładą się o dziesiątej, a ja wcześniej tego nie zauważyłem?
- Ingrid nie jest moją kochanką - zaoponował gwałtow¬nie Mark.

- Ale pani nie czuje się zniechęcona?

Zerknął na zaciśnięte malutkie paluszki. Wyjeżdża, aku¬rat! Dobrze, zostanie, jednak przez cały dzień będzie trzymał się z dala od lasu. Nie pójdzie jej szukać. Ma swoją dumę i jeśli ona myśli...
- Czy teraz panienka rozumie? Każdy jego kontakt z mie¬szkającą tu rodziną kończył się cierpieniem. Dla niego ten za¬mek to gniazdo żmij. Nie chce przejąć znienawidzonej korony
Podniosłem słuchawkę. Dzwonił... Nieważne kto. Ważne jest natomiast to, iż natychmiast musiałem wyjść z domu z

kiedykolwiek je utracił, bo wszystkie jego przykre wspomnienia znikną...

Odwróciła się na pięcie i zamierzała wrócić do mieszkania, ale Gloria chwyciła ją za rękę.
— Dalej, wio! — krzyknął Bobby. Olbrzymi kulisty
Pozostał nieruchomy jak grecki posąg, drgnął mu tylko mięsień na szczupłej twarzy.

- Nie, niektórzy dorośli naprawdę są dziwni, bardzo dziwni. Są tym dziwniejsi, im bardziej myślą o sobie... - odparł

Świetnie pan to ujął. Konkretnie chodzi nam o w pełni uda-
przytłaczało. Jeśli ktokolwiek mógł jej ulżyć, to tylko Lucien Balfour.
Powoli wszystko nabierało sensu.